Arek szybko się pozbierał i zdążył dojechać do peletonu. Michał miał mniej szczęścia- defekt roweru spowodował, że jazda na wysokim poziomie w zasadzie nie była możliwa. Kłopoty miał też Tomek, któremu po kraksie nie udało się dogonić rozpędzonego peletonu. Najlepiej tego dnia wypadł Marek Bonecki, a tuż za nim w peletonie przyjechali Grzegorz Bednarczyk i Arek Posmyk. Dodam tylko, że średnia prędkość z tego etapu wyniosła prawie 43/km/h.
Czasówkę pojechaliśmy zupełnie dobrze. Co prawda zajęliśmy 27 miejsce, ale do zwycięzców straciliśmy ok. 1:20 min.
Najbardziej obawialiśmy się 3-go etapu, a nasze obawy nie były bezpodstawne. Wysoka temperatura, krótka i bardzo kręta runda, a do tego podjazd, który trzeba było zaliczyć 14 razy czyniły ten odcinek bardzo wymagającym. Do tego wszystkiego narastające zmęczenie i ciągle bardzo liczny peleton. W tych warunkach najlepiej spisał się Grzegorz Bednarczyk, który etap ukończył w grupie zasadniczej. Pozostała część ekipy poniosła kilkuminutowe straty. Ostatniego dnia Grzegorz Bednarczyk zamienił się miejscami z Markiem Boneckim, któremu udało się przetrwać trudy etapu i dojechać do mety w peletonie. Pozostali na swoim poziomie.
W generalce najlepiej wypadł Grzegorz Bednarczyk- 67. Marek 70-ty, Arek 85-ty, Michał 95-ty. Szału nie ma, ale wstydu też nie było.
Ronde van Haspengouw to cenne doświadczenie, to nowe kontakty, to wyścig w jakże innych od krajowych warunkach.