Aktualności · TOUR de POLOGNE · Archiwum · Spis artykułów · Galeria · Linki · Szukaj 24 Czerwca 2019
PATRON MEDIALNY
statystyka
NASZ WYWIAD Z PANEM CZESŁAWEM LANGIEM
Wyścig, na który wreszcie przyjeżdża cały świat

Wygrał Pan TdP w 1980 roku. Czy będąc dziś w podobnej formie też uważałby się Pan za jednego z faworytów?


Z pewnością walczyłbym o jak najwyższą lokatę. Ale trudno powiedzieć, czy byłbym faworytem. Wówczas był to wyścig amatorów, dziś ścigają się w nim zawodowcy. Chociaż...
W roku 1979, brałem udział we francuskim Tour du Vaucluse, który wygrałem. To o tyle istotne, że startowali w nim i amatorzy, i zawodowcy. Miałem wówczas niewiele ponad dwadzieścia lat. Jeden z etapów, bodaj czwarty, prowadził pod Mont Ventoux. Początkowo jechaliśmy grupką chyba czternastu kolarzy, których właśnie pod tę górę urwałem. Wjechałem na metę ze sporą przewagą nad peletonem. Wygrałem ten etap i cały wyścig. Ta konfrontacja amatora z zawodowcami wypadła całkiem dobrze. Od razu posypały się propozycje, oferty od profesjonalnych teamów, ale tamten ustrój, u nas w Polsce, nie przewidywał zawodowego uprawiania sportu. Musiałem więc jeszcze trochę poczekać, zanim podpisałem zawodowy kontrakt.
Wracając jednak do pani pytania... Ciężko mi powiedzieć, czy gdybym dziś z tamtą formą wystartował w Tour de Pologne, byłbym faworytem.
Szczególy
Wyścig, na który wreszcie przyjeżdża cały świat

Wygrał Pan TdP w 1980 roku. Czy będąc dziś w podobnej formie też uważałby się Pan za jednego z faworytów?


Z pewnością walczyłbym o jak najwyższą lokatę. Ale trudno powiedzieć, czy byłbym faworytem. Wówczas był to wyścig amatorów, dziś ścigają się w nim zawodowcy. Chociaż...
W roku 1979, brałem udział we francuskim Tour du Vaucluse, który wygrałem. To o tyle istotne, że startowali w nim i amatorzy, i zawodowcy. Miałem wówczas niewiele ponad dwadzieścia lat. Jeden z etapów, bodaj czwarty, prowadził pod Mont Ventoux. Początkowo jechaliśmy grupką chyba czternastu kolarzy, których właśnie pod tę górę urwałem. Wjechałem na metę ze sporą przewagą nad peletonem. Wygrałem ten etap i cały wyścig. Ta konfrontacja amatora z zawodowcami wypadła całkiem dobrze. Od razu posypały się propozycje, oferty od profesjonalnych teamów, ale tamten ustrój, u nas w Polsce, nie przewidywał zawodowego uprawiania sportu. Musiałem więc jeszcze trochę poczekać, zanim podpisałem zawodowy kontrakt.
Wracając jednak do pani pytania... Ciężko mi powiedzieć, czy gdybym dziś z tamtą formą wystartował w Tour de Pologne, byłbym faworytem.

Może gdyby miał Pan do pomocy „naszych”, dolnośląskich triumfatorów Tour de Pologne, Jana Brzeźnego, Henryka Charuckiego, Marka Wronę, Mieczysława Karłowicza, Darka Baranowskiego?... Którego z nich chciałby Pan mieć jako lider do pomocy w swoim teamie, a na którego chciałby Pan pracować jako pomocnik, „gregario”?


Śmiało mogę powiedzieć – jako że jeździłem zarówno z Jankiem Brzeźnym, jak i Heniem Charuckim, którym wiele razy pomagałem, a oni mnie – że to są moi sprawdzeni koledzy. Z nimi dwoma na pewno bardzo dobrze bym się dogadał. Dla nich mógłbym pracować, ale i oni dla mnie z pewnością pracowaliby bardzo dobrze.

W Tour du Vaucluse momentem decydującym o losach wyścigu był wjazd, a raczej Pana ucieczka na Mont Ventoux. A w 1980? Co zadecydowało o tym, że wygrał Pan TdP?


Jechały ucieczki. Załapałem się na nie. Kolarze się wykruszali, a ja wjeżdżałem na mety poszczególnych etapów zajmując dość wysokie lokaty, choć żadnego etapu nie wygrałem. Pojechałem jeszcze bardzo dobrze na czas, byłem drugi czy trzeci. Ale wiadomo, że żeby wygrać wyścig etapowy - musisz tak go jechać, by w jak najkrótszym czasie pokonać cały dystans. Mnie się to wtedy udało.

Które etapy mogą być decydujące dla kolarzy w tegorocznym Tour de Pologne?


W tym roku Tour de Pologne będzie bardzo ciekawy, ponieważ, jak pani wie, zaczynamy od kultowej góry, od wjazdu pod Orlinek, który dotąd kończył wyścig. W poprzednich latach tu wygrywali tacy kolarze jak Alberto Contador. To jest taka góra, że choć na ten ostatni etap wyjeżdżał cały peleton, do mety dojeżdżało trzydziestu kolarzy. Zaczynamy więc bardzo mocno, bardzo ostro.
Jest też długi interesujący etap do Opola. Jest ciekawa runda w Cieszynie. Zanim jednak wjedziemy do Cieszyna mamy dwa razy podjazd pod Kubalonkę. Etap do Zakopanego też jest trudny i ciężki. Zwłaszcza na odcinku Hotel Terma Bukovina, z Gliczarowem. Specjalnie skróciliśmy tę rundę, która w ubiegłym roku miała 56 km; w tym będzie liczyła 38 km. Gliczarów to nie jest wprawdzie Mont Ventoux, nie można porównać go również z długimi podjazdami w Dolomitach, ale różnica wzniesień wynosi aż 20 procent, więc on naprawdę daje się kolarzom we znaki. Myślę, że tam właśnie będą decydowały się losy wyścigu, na tym szóstym etapie.
Po bardzo mocnym wstępie z Orlinkiem – jeśli któryś z kolarzy zdoła się zregenerować, zachować siły – to na tym ostatnim etapie będzie mógł powalczyć o zwycięstwo.

W Tour de Pologne Amatorów, który bardzo lubimy, pojedzie wielu byłych mistrzów. Zarówno w Karpaczu, jak i w Bukowinie Tatrzańskiej. Sądzi Pan, że będzie między tymi kolarzami współpraca czy walka indywidualna?

Raczej walka indywidualna. Chociaż właściwie, analizując te etapy... Może się to ułożyć różnie.
W Karpaczu jest takie miejsce, w którym można stworzyć grupę kolarzy, którzy będą wychodzić na zmiany i w efekcie zdołają oderwać się do zasadniczej części peletonu. To może być autentyczna współpraca, jest na nią miejsce. W Bukowinie z kolei jest podjazd pod Ząb, później zjazd, a następnie około piętnastokilometrowy płaski odcinek, na którym można się skrzyknąć i razem popracować. Jeśli tak się ułoży, że trzech, czterech kolarzy znajdzie się równocześnie
w tym miejscu, to na pewno będą z sobą współpracowali.

Podobno będzie Pan jechał TdPA w Jeleniej Górze?


Zrobię wszystko, żeby pojechać, ale tego dnia rano, jak i każdego kolejnego w czasie trwania Tour de Pologne, w telewizyjnej Jedynce mamy pięćdziesięciominutowy program, ukazujący kulisy wyścigu. Pokażemy Karpacz i okoliczne miejscowości. Będziemy opowiadać o tym, co dzieje się w zawodowym peletonie, jak funkcjonuje grupa, zawodowy team kolarski: Począwszy od pobudki, gdy kolarz wstaje, poprzez to, co je, w co się ubiera, na jakim rowerze w tym dniu jedzie, jak wygląda odprawa techniczna. Pokażemy pracę kolarza na poszczególnych etapach, wreszcie jak przyjeżdża do hotelu, masaż...
Kolejny odcinek będzie opowiadał o realizacji transmisji telewizyjnej, pokażemy helikoptery, kamery bezprzewodowe z operatorami na motorach, całą tę technologię, która towarzyszy wyścigowi. Będzie też program, ukazujący zaplecze wyścigu - zobaczymy dwadzieścia tirów pełnych sprzętu, sztab ludzi, którzy ten sprzęt rozkładają, budując miasteczko.
Emisję zapowiedziano ok. 8:00, może 8:30, więc trochę będę miał kłopot, by zdążyć na start Tour de Pologne Amatorów. Ale będę robił wszystko, żeby ten jeden odcinek programu nagrać wcześniej albo tak zaaranżować, żeby zdążyć. Chętnie przejechałbym tę rundę!.

Jak podjechałby Pan Orlinek?


Na pewno jechałbym bardzo spokojnie przez Karpacz. Maksymalnie natomiast skoncentrowałbym się na ostatnim odcinku, może półtora kilometra od ronda, na którym skręca się w lewo. Tam jest bardzo stromo, ale właśnie w tym miejscu dałbym z siebie wszystko, wiedząc, że za chwileczkę będzie zjazd i będzie można odpocząć... A potem już tylko jeden „hopek” i jesteśmy na mecie w Jeleniej Górze.

Dla kogo planowana jest Tour de Pologne Amatorów z trudną trasą, jak dla profi?


Idea jest taka, jak w amatorskich wyścigach organizowanych przy okazji Tour de France czy Giro d`Italia, by przybliżyć kolarstwo, pokazać je od tej drugiej strony, od strony zawodnika.
Każdy, kto ma rower wyścigowy, kocha kolarstwo, dba o zdrowy tryb życia, lubi adrenalinę – bo na pewno będzie się tutaj wyzwalała – może podjąć to wyzwanie. Takie trochę dla twardzieli. To nawet nie jest rywalizacja między poszczególnymi zawodnikami, ale raczej wyzwanie, które stawia się sobie samemu. Jest satysfakcja, że przejechałem trasę TdPA, pokonałem ciężkie podjazdy. Jest dyplom, medal w nagrodę za to, że dotarłem do mety. Teraz wiem, co czują kolarze...

TdP Amatorów będzie na stałe towarzyszyć wyścigowi zawodowców?

Na pewno tak. Nie obiecuję, że zawsze uda nam się zaproponować dwa etapy, ale co roku tak będziemy układać kalendarz, żeby Tour de Pologne Amatorów towarzyszył wyścigowi profi.

W organizację powrotu TdP na Dolny Śląsk oraz urządzenie wyścigu dla amatorów zaangażował się Marszałek Dolnego Śląska Rafał Jurkowlaniec po tym, gdy w zeszłym roku wystartował w TdPA w Bukowinie Tatrzańskiej. Czym Pana przekonał?


Pan Marszałek jest przykładem człowieka, który dba o swoje zdrowie. Ale jest też bardzo prężny i dostrzega możliwość promowania regionu poprzez sport. Relacje z całej trasy wyścigu u nas, w Polsce, pokazywać będą telewizyjna Jedynka oraz Eurosport, ale na całą Europę będzie to aż sześdziesiąt transmisji w dwudziestu wersjach językowych. Pan Marszałek dostrzegł ten ogromny potencjał, zaproponował również, by zaprosić do udziału w Tour de Pologne Amatorów Czechów, Słowaków i Niemców, naszych najbliższych sąsiadów, zachęcić ich, żeby przyjechali i przejechali trasę dla amatorów. Cieszę się, że doszło do tej współpracy, że udało nam się ją zrealizować.

Co decyduje o kolarskiej atrakcyjności Dolnego Śląska?


Wieloletnie tradycje kolarskie, fantastyczne trasy, piękne miejsca, jak choćby Jelenia Góra, miasto w którym wychowała się Maja Włoszczowska. Poza tym Orlinek, Karpacz, Szklarska Poręba. Wrocław z jego torem kolarskim i znakomitymi kolarzami, związanymi z tym miastem, jak Józef Grundmann, Ryszard Szurkowski, Janusz Kierzkowski. To jest kawał historii, ale na Dolnym Śląsku również dziś żywe jest zainteresowanie kolarstwem. Fragmenty wyścigu, prowadzące przez ten region, gromadziły miliony kibiców i zawsze budziły niespotykane gdzie indziej zainteresowanie. Dlatego wróciliśmy na Dolny Śląsk bardzo mocno i przeprowadzamy tu dwa etapy, żeby sprawić radość kibicom.

Proszę doradzić kibicom, z których miejsc najlepiej oglądać etapy Tour de Pologne, biegnące przez Dolny Śląsk?

Zapraszamy do Jeleniej Góry i pod Orlinek. Na jeleniogórskim rynku odbędzie się prezentacja poszczególnych ekip. Drugiego dnia start z Karpacza i wtedy, gdy kolarze wyruszą już na rundę, warto przejść pod Orlinek, żeby zobaczyć walkę kolarzy na podjeździe. Tam będzie wyjątkowo ciekawie.

Sądzi Pan, że Tour de Pologne towarzyszyć będą takie emocje, jak kiedyś Wyścigowi Pokoju?


Najlepszą odpowiedzią jest obecność trzech milionów ludzi, którzy w zeszłym roku na trasie TdP przez siedem dni wytrwale kibicowali kolarzom. A emocje? Tak, będą, jeśli Polak zacznie w wyścigach kolarskich wygrywać. A Polacy, sądząc po ubiegłorocznym sezonie, po tegorocznym Giro d`Italia, jeżdżą coraz lepiej. Ścisłe kontrole antydopingowe przyczyniły się do tego, że poziom sportowy jest wyrównany, peleton jest bardziej otwarty, nie ma w nim twarzy, które zdecydowanie dominują. Wróciła magia kolarstwa. Kolarstwo jest piękne przez to, że jest nieprzewidywalne. Każdy może wygrać. Polak również. Myślę, że najpierw był sukces Polaka w Giro d`Italia, później będzie w Tour de France i wreszcie w Tour de Pologne. Będziemy mieli tłumy kibiców nie mniejsze, niż na Wyścigu Pokoju.

Czy Pana zdaniem jest nadzieja, byśmy dochowali się kolarzy wygrywających najważniejsze wyścigi światowej rangi?


Ja wierzę w to, wierzę. Proszę zobaczyć, jak ładnie jechali Marczyński, Gołaś. Jak pojechał Huzarski! Gdyby inaczej zafiniszował, zająłby drugie miejsce. Nie mówiąc o Sylwestrze Szmydzie, który ma specyficzną rolę, ale jest naprawdę fantastycznym kolarzem. I Przemek Niemiec! To są kolarze, w których bardzo, bardzo wierzę. Wysoko oceniam szanse w Tour de Pologne Marka Rutkiewicza, który wygrał praktycznie wszystko, co było do wygrania. Naprawdę zapowiada się ciekawy sezon.

Na którego z nich postawiłby Pan, gdyby miał typować zwycięzcę Tour de Pologne?


Wciąż wierzę w Marka Rutkiewicza, który jest bardzo blisko podium. Wierzę w takiego kolarza, jak Michał Kwiatkowski. W Huzarskiego. W Gołasia, który zdobył koszulkę górala na Giro d`Italia. To jest naprawdę znakomite osiągnięcie! Był też dekorowany - miał przecież sporą ilość punktów. Ciężko mi jednak powiedzieć, na którego bym postawił. Tu na pewno będzie decydowała forma, szczęście i to, jak się ułożą poszczególne etapy. Czy odjedzie jakaś ucieczka? Ktoś tam się gdzieś zaplącze... Ale mocno wierzę w naszych kolarzy.

Czy kolarze zagraniczni, wybierając TdP jako miejsce startów, poważnie podchodzą do tego wyścigu? Chcą mieć w swoich kolarskich CV zwycięstwo w TdP?


Oczywiście. Organizuję Tour de Pologne z pozycji i punktu widzenia kolarza, a więc tak go robię, jakbym nadal był kolarzem. Wiem, czego kolarz oczekuje, co chce dostać. Bezpieczeństwo, hotele, atrakcyjność wyścigu, wyżywienie, zainteresowanie medialne itd. My to wszystko zapewniamy. Nie bez powodu oceniani jesteśmy na 99 punktów, tak jak Tour de France. To oznacza, że ten wyścig jest bardzo dobrze zorganizowany, a ocenę wystawia mu nie tylko międzynarodowa komisja, ale także kolarze, także dziennikarze. Startuje w nim, zgodnie z przepisami UCI 18 zespołów. Mamy jeszcze 6 tzw. „dzikich kart”, po które ustawia się kolejka. Stara się o nie 30 teamów. Czasem muszę odmawiać nawet kolegom, z którymi się kiedyś ścigałem, a którzy teraz są menedżerami kolarskich zespołów światowej klasy. To jest satysfakcja, że nie trzeba zabiegać o zawodników, jak to było 19 lat temu, gdy reaktywowaliśmy Tour de Pologne. Chodziło się wtedy, przekonywało, prosiło: „przyjedźcie”. Teraz mamy taką markę, jako Tour, jako Polska, że po prostu chętnych do udziału w wyścigu jest aż za dużo.

Ma Pan nawet podobno plany, by prolog przyszłych edycji Tour de Pologne rozegrać gdzieś w Europie, we Włoszech, w Holandii?

Tak, tak! Zainteresowanie TdP w innych państwach jest bardzo duże. Tour de France zrobił prolog w Londynie, podobnie Giro d`Italia rozpoczyna się gdzieś poza granicami Włoch. Tour de Pologne stał się w Europie taką marką, że inne kraje są zainteresowane rozegraniem prologu u siebie. Najbardziej zaawansowane rozmowy, dotyczące przyszłego roku, prowadzimy z Włochami, z regionem Trento. Również Belgowie, Czesi i Słowacy zgłosili się do nas z podobną propozycją. Ale najbliżsi jesteśmy porozumienia z Włochami. Wówczas zamiast prologu przeprowadzilibyśmy we włoskich górach, takich, jakich tu nam tak brakuje, dwa naprawdę ciężkie etapy. Trochę byśmy odwrócili ten wyścig. Na ogół zaczyna się po płaskim, a kończy w górach, ale my byśmy zrobili to tak troszkę... przewrotnie.
Już w lipcu powinniśmy wiedzieć na pewno, czy uda nam się te plany zrealizować.

I w tej formule Tour de Pologne zostałby rozegrany już w przyszłym roku?


Tak, ponieważ wtedy przypada jubileusz siedemdziesięciolecia Tour de Pologne i dwudziestolecia organizowania go przeze mnie. Chciałbym więc, żeby ta przyszłoroczna edycja była wyjątkowa. Chciałabym pokazać całej Europie, że Polacy potrafią zorganizować tego typu imprezę, i to na najwyższym poziomie.

W tym roku termin Tour de France pokrywa się z naszym wyścigiem. To dobrze?

Wyjątkowo terminy Tour de Pologne i Tour de France się zbiegły. Ale to w niczym nie przeszkadza. Wiadomo, że przy realizacji takiego wyścigu najważniejsze są media. Tour de France nie jest transmitowany w Polsce na żywo. Eurosport przygotował transmisje tak, że kończy się relacja etapu TdF i rozpoczyna TdP. Będzie więc pewnie bardzo duże zainteresowanie kolarstwem, ale też możliwość porównania Tour de Pologne z największą imprezą kolarską na świecie. I to, uważam, jest dla nas bardzo dobre. Nie obawiamy się o udział zawodników. Każda ekipa Pro Touru liczy dwudziestu pięciu kolarzy, z których dziewięciu startuje w TdF, a pozostali zostają w domu. Tym razem ośmiu kolarzy z każdego zespołu wystartuje w TdP. Na nasz wyścig przyjadą przede wszystkim zawodnicy, którzy chcą się przygotować do Igrzysk Olimpijskich, zgłosił się m.in. Boonen, Kreutziger jest już na liście... Dobrych zawodników nam nie zabraknie, od strony sportowej niczego się nie obawiamy. Od medialnej także nie.


Właściwie nie będzie kiedy trenować, bo większość czasu spędzimy przed telewizorami...


Dokładnie! Jak zasiądziemy rano do oglądania TdF, to skończymy o 19:00, wraz z finiszem etapu TdP…


Dlaczego reaktywowanie Wyścigu Dookoła Polski stało się Pana idée fixe?


Dlaczego było to dla mnie takie ważne? Uważam, że każde państwo ma jakiś swój tour narodowy. Tour z tradycjami. Proszę zobaczyć, Tour de France i Giro d`Italia mają ponad sto lat. Tour de Pologne było organizowane od siedemdziesięciu lat. Oczywiście w różnych formułach. Przed wojną był wyścigiem zawodowym, po wojnie amatorskim, ale i tak stale spychano go na drugi, a nawet na trzeci plan. Odbywał się w cieniu Wyścigu Pokoju, bo akurat ta impreza dla władz była najważniejsza.
A ja do Tour de Pologne zawsze miałem wielką sympatię. Wygrałem go w 1980 roku, ale nie bez znaczenia było poczucie, że chcę kontynuować coś, co ma długą polską tradycję. Coś, czemu chcę nadać nową, atrakcyjną formułę. Moim marzeniem było, żebyśmy my, Polacy, mieli swój wyścig, na który będzie przyjeżdżał cały świat. Żeby to była ciekawa impreza. Stąd wiele lat żmudnej pracy, zabiegów, dyplomacji, żeby wprowadzić Tour de Pologne do grona trzynastu największych wyścigów na świecie. I cieszę się, że udało mi się to zrealizować.



Wrocławska Gazeta Kolarska

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Zapowiedzi
Brak zawartości dla tego panelu