Aktualności · TOUR de POLOGNE · Archiwum · Spis artykułów · Galeria · Linki · Szukaj 23 Stycznia 2019
PATRON MEDIALNY
statystyka
KLASYK K?ODZKI ... ZNÓW ZA ROK

fot.pepe
ZOBACZ ZDJ?CIA Z KLASYKA K?ODZKIEGO

wyniki: supermaraton.org


Klasyk K?odzki - maraton przetrwania

Ostatni raz tak mokro w pampersie mia?am lat temu... No, nie wnikajmy w szczegó?y. Bardzo dawno, kiedy by?am jeszcze dwuletnim, wyj?tkowo ma?omównym wcieleniem diabl?tka o powierzchowno?ci z?otow?osego anio?ka. Z tym tylko zastrze?eniem, ?e wówczas nikt o pampersach nie s?ysza?, a najwi?kszym ‘lansem’ by?o noszenie owini?tej wokó? bioder tetry.




Szczególy
Skoro wówczas do g?owy mi nie przysz?o skar?y? si? z powodu mokrej pieluchy, to i teraz, na Klasyku K?odzkim nie mog?am narobi? sobie wstydu. Nawet je?li okoliczno?ci zdecydowanie nie nale?a?y do ?agodz?cych.
Zacz??o si? od porannego skaleczenia puszk?, z której nak?ada?am mojemu wiecznie g?odnemu psu pieskie ?niadanie. Palca mi nie odci??o, nie wykrwawi?am si? na ?mier? znaczy b?d? ?y?. Pó?niej okaza?o si?, ?e jest zimno. Nawet lepiej, bo co to za przyjemno?? mordowa? si? w upale. Nie za?o?y?am paska od pulsometra. Trudno, to jest maraton, a nie trening. Zacz??o pada? jeszcze zanim wystartowa?a nasza grupa. Nie szkodzi, mam przeciwdeszczow? kurteczk?. Moje Szerszenie odjecha?y mi ju? po 3 km. Bywa, przecie? s? silniejsi, a i tak Pawe? zwolni?, by dotrzyma? mi towarzystwa. Na pierwszym, wyj?tkowo dziurawym zje?dzie zgubi?am bidon. Nie ma co p?aka? nad rozlanym mlekiem, trzeba wróci? po wypadni?tego nieszcz??nika. Pawe? mi odjecha?, kiedy wraca?am po bidon. Pojad? dalej sama, wszak to maraton. Zalany deszczem licznik przesta? pokazywa? pr?dko??. Pokazuje pokonany dystans, wi?c i tak wiem, gdzie jestem. Zalany deszczem licznik przesta? pokazywa? pokonany dystans. Mam mapk?, s? strza?ki, mniej wi?cej okre?l? ‘kilometra?’. Mapka jest doszcz?tnie mokra i przypomina… Nic nie przypomina… S? strza?ki, trafi?. Zalany deszczem licznik przesta? pokazywa? cokolwiek, nawet napis ‘error’. OK. Zalany deszczem licznik przesta? pokazywa? cokolwiek, nawet napis ‘error’. W porz?dku. Zalany deszczem licznik… A kogo to obchodzi?!

Mam mokr? koszulk?, kurtk?, spodenki, r?kawiczki, chustk? na g?owie, okulary, zza których nic nie widz?, woda przelewa mi si? w butach! Fakt, ?e szczelne s?: deszczówki nalecia?o do ?rodka, ale markowy but adidasa nie pozwoli, by cokolwiek wydosta?o si? na zewn?trz. Tylne ko?o regularnie ochlapuje mi plecy, przednie – nogi i buty w?a?nie. Bia?e skarpetki nabra?y koloru b?otka. W ci?gu kilkunastu minut ulewnego deszczu nauczy?am si? nie korzysta? z doszcz?tnie przemoczonych chusteczek do wycierania ciekn?cego nosa. O wiele bardziej przydatne do tego celu okaza?o si? wszystko inne… Mokre s? bu?ki, batoniki, dobrze, ?e telefon jest w torebce podsiod?owej. Szkoda jedynie, ?e producent zapomnia? o zabezpieczeniu zamka przed przeciekaniem. Jak si? mia?o wkrótce okaza?, telefon relaksowa? si? k?piel? w ró?owej piance z tabletek magnezu…

Woda kompletnie wyp?uka?a olej z ?a?cucha, wi?c skrzypia? i skwiercza? jak rozgrzany na patelni t?uszcz. Przesta?o wreszcie pada?, ale na zjazdach d?onie mi marz?y, z trudem trzyma?am zgrabia?e palce na manetkach. Nieliczne ?aty w asfalcie na przemian z wyj?tkowo licznymi dziurami wybija?y mi kierownic? z r?k i utrudnia?y p?ynne oraz bezpieczne wchodzenie w zakr?ty. Jeden z nich okaza? si? szczególnie radosny. Wyrzuci?o mnie na s?siedni pas ruchu i szcz??ciu jedynie zawdzi?czam, ?e z naprzeciwka nie jecha? samochód, a mnie uda?o si? zapanowa? nad sytuacj? na tyle by wróci? mi?dzy ?ywych zamiast stacza? si? kamienistym poboczem w dó?. Pewnie by?oby szybciej, ale chyba troch? bole?niej…

Na koniec n?dzne cia?o po Górach Sto?owych roznios?yby zapewne wilki, nied?wiedzie, muflony, lisy, szczury, ?wistaki i skolopendry. Mo?e nawet moje szcz?tki przekroczy?yby granic?, a wówczas i ‘CSI: kryminalne zagadki Ziele?ca oraz Nahodu’ nie z?o?y?oby mnie do kupy.

W takiej sytuacji jednym rozs?dnym rozwi?zaniem, na jakie sta? tylko dojrza?? emocjonalnie i zrównowa?on? psychicznie kobiet? jest wróci? jak najszybciej do domu. Tylko kto powiedzia?, ?e to o mnie chodzi? Skoro jestem przemoczona do suchej nitki, zmarzni?ta na ko??, brudna jak nieboskie stworzenie, a mój malutki, s?odziutki, ukochany rowerek wcale nie prezentuje si? lepiej ode mnie nie pozostaje mi nic innego jak doko?czy? dzie?a i w Bystrzycy K?odzkiej skr?ci? w prawo, by pokona? dystans mega. Z takim za?o?eniem tu przecie? przyjecha?am.

Kln?c, z?orzecz?c, miotaj?c gro?ne spojrzenia, które na nikim nie robi?y wra?enia, bo te? nikogo w pobli?u nie by?o, wyzywaj?c siebie sam? od najgorszych nieprzygotowanych kondycyjnie ani sprz?towo o?lic i baranic, a nawet owiec toczy?am si? wi?c dalej, od czasu do czasu zerkaj?c na przemoczon?, rozchodz?c? si? w palcach mapk?, usi?uj?c bezskutecznie zorientowa? si? ile jeszcze kilometrów zosta?o mi do mety.

Pada? przesta?o, ale zerwa? si? wiatr. Mo?e nawet lepiej, przegoni chmury. Szkoda jedynie, ?e wieje w twarz, a nie w plecy. Napotkani marato?czycy s? wyj?tkowo pogodni i rozmowni, ale nie mam zielonego poj?cia z czego wynika ich dobry nastrój. Zdecydowanie go nie podzielam, chc? tylko dotrze? wreszcie do drugiego bufetu. Stamt?d jest ju? podobno blisko do mety.

Troch? mozolnej wspinaczki i wreszcie jest upragniona jad?odajnia. Usi?uj? dodzwoni? si? do drugiej po?owy, ?eby poinformowa?, i? ?yj? i póki co nie wybieram si? w stron? ?wiat?a. Przez mokry telefon nic nie s?ysz?; rozmowa jak za czasów g??bokiego PRL-u. Od Paw?a dostaj? SMS-a, ?e jest ju? na mecie, a Bobrowniki to istna rze?na.

Pojad?am, popi?am, poduma?am, poprosi?am ?yczliw? ma??onk? jednego z marato?czyków o suche chusteczki higieniczne, za które raz jeszcze pi?knie dzi?kuj? i z buduj?cym poczuciem, i? wreszcie otar?am siebie i nos o cywilizacj?, ruszam dalej.

Jad?, jad?, jad?… Nic nie czuj?, o niczym nie my?l?, ogarnia mnie niebezpieczne uczucie znu?enia i zniech?cenia, którym zbyt ch?tnie si? poddaj?. Po drodze napotykam pojedynczych marato?czyków, których mijam. Inni wyprzedzaj? mnie. Wreszcie doje?d?am ?adnym równym asfaltem do Szczytnej i pn? si? w kierunku Bobrownik. Przeje?d?am obok zajadu, w którym w ubieg?ym roku Szerszenie hucznie ko?czy?y sezon rowerowy. Na to wspomnienie humor odrobin? mi si? poprawia.

Wspinam si? w?sk? le?n? asfaltow? dró?k?, nie odpuszczam, cho? przyjmuj? za?o?enie, ?e je?li ból w kolanach nadal b?dzie mi dokucza? b?d? ‘kierpcy?’. Wreszcie pojawia si? wzniesienie, którego zwyczajnie nie chce mi si? pokonywa? rowerem. Przede mn? dwóch kolarzy prowadzi swoje maszyny, wi?c i ja wypinam si? z peda?ów. Mijam ch?opaków, a pó?niej wsiadam na rower. S?ysz?, ?e Darek decyduje si? na to samo. Jeszcze jeden taki podjazd o sporym nachyleniu i znów rezygnuj? z peda?owania. Spacerek 50 metrów i wsiadam na rower.

Na punkt kontrolny doje?d?am zm?czona, zasapana, ale w korbach. Pytam ile jeszcze do mety? Tylko 10 km. Zje?d?am ca?kiem rado?nie, cho? mam ju? troch? wszystkiego dosy?, a jazda nie sprawia mi ani odrobiny przyjemno?ci. Dogania mnie Darek i informuje, ?e jeszcze tylko jedno wzniesienie. S?dzi?am, ?e to ju? koniec wspinaczki, wi?c czuj?, ?e za chwil? trafi mnie co? ci??kiego i kask eksploduje mi razem z czaszk? i jej skromn? zawarto?ci?.

Darek spokojnie, jak gdyby nigdy nic kontynuuje: ‘jak zobaczysz napis 12% to nie wierz, tam jest tylko 9% nachylenia’. Udziela mi si? jego opanowanie i czarny humor. Kiedy doje?d?amy do podjazdu nie próbuj? nawet kr?ci? korbami. Zsiadam z roweru i doznaj? nag?ego ol?nienia, ?e w zasadzie równie dobrze mog? doj?? do mety. Stan, w którym opieram stopy o twardy grunt a nie o peda?y wyda? mi si? w tym momencie najbardziej naturalny, oczywisty i przypisany cz?owiekowi jako jedynie s?uszny. Jazda rowerem to jakie? wariactwo!

Wida? koniec wzniesienia. Wpinam si? z powrotem w peda?y, nie mog?c si? nadziwi?, co ja tutaj robi?? Dlaczego nie id? dalej? Jeszcze jeden punkt kontrolny – pogranicznicy traktuj? swoje zadanie bardzo powa?nie i na moje pytanie: ‘ile jeszcze do mety’ odpowiadaj? jakby wydawali rozkaz: ‘2,5 km’. ‘Tak jest!’ – my?l? sobie. Mozolnie gramol? si? pod gór? (jeszcze jedna!).

Wreszcie dotaczam si? do tablicy z napisem ‘Zieleniec’ i ju? wiem, ?e nic z?ego nie mo?e mnie spotka?, ?e za chwil? zsi?d? z roweru, sko?czy si? udr?ka, ?e pokona?am dystans mega, nawet je?li tak naprawd? to on pokona? mnie.
Gnam rado?nie do mety, dogania mnie Darek i skonfundowany pyta, czy t? zmarszczk? przed nami te? powinien potraktowa? jako wzniesienie? W tej sytuacji ten dziewi?cioprocentowy podjazd nie by? ostatni… Z zapa?em urz?dzam mu ma?? awantur?, bo jeszcze nie wzi?li?my ?lubu, a on ju? mnie ok?amuje! ?miejemy si? oboje i w takim stanie lekkiej g?upawki, co na fotkach uwieczni? nieoceniony, a nawet bezcenny Pepe, wpadamy na met?. Cytuj?c Shreka mówi? do siebie: ‘Jako? posz?o, o?le. Jako? posz?o’.

Jestem rozczarowana swoim wynikiem, a jeszcze bardziej sob?, ale prze?yj?. Je?li tylko wyci?gn? wnioski na przysz?y rok, mo?liwe, i? b?dzie lepiej. Mo?e nawet u?yj? wówczas przed ‘lepiej’ przys?ówka: ‘zdecydowanie’? :)

Czas zatem przyst?pi? do oceny Klasyka K?odzkiego. Uczciwie b?dzie, je?li uprzedz?, ?e nie potrafi? zrobi? tego obiektywnie. W Klasyku podoba?o mi si? absolutnie wszystko, nie mam do czego si? przyczepi?. My?l?, ?e zadecydowa?a o tym wyj?tkowa atmosfera ?yczliwo?ci i poczucie, ?e my, marato?czycy jeste?my tego dnia najwa?niejsi. Dawa? nam to odczu? ka?dy – obs?uga bufetów, która skaka?a wokó? kolarzy, staraj?c si? nam na wszelkie sposoby dogodzi?, jakby?my byli z rodziny królewskiej. Wyposa?enie punktów kontrolnych, na których nie tylko mo?na by?o uzupe?ni? bidon, ale i – jak si? okaza?o – skorzysta? z oleju do ?a?cucha. Sympatyczne s?owa i gesty ze strony obs?ugi serwisowej kr???cej po trasie - bezcenne. Perfekcyjne, nie budz?ce ?adnych w?tpliwo?ci oznaczenie trasy i ostrze?enia przed niebezpiecznymi zjazdami. No i rzecz chyba najwa?niejsza – poczucie humoru organizatorów, którzy mimo zm?czenia, wi?kszego ni? po przejechaniu dystansu giga, bynajmniej nie szcz?dzili u?miechu i dobrego s?owa. Nie wiem, jak oni to robi?, ale na KK faktycznie chce si? wraca?. Cho?by zaraz.

Zatem obowi?zkowo – do zobaczenia za rok. Ju? teraz czekam na Klasyk K?odzki 2009 z ut?sknieniem :)

greten

?ród?o: szerszenie.com.pl
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Zapowiedzi
Brak zawartości dla tego panelu